Blog

I’m a freak!

chamonix_montBlanc

Każdy kto mnie zna bliżej wie, że jeśli chodzi o zdrowe odżywiane jestem totalnym świrem (freak) i wierzę, że dieta może pomóc w wielu dolegliwościach. Zawsze dziwi mnie, że lekarze nie przykładają większej wagi do tego, by uświadamiać pacjentom, że to co spożywają może mieć terapeutyczne znaczenie i zamiast zalecić im więcej warzyw,  przepisują tylko kolejną tabletkę. Coraz częściej mam wrażenie, że lekarzom nie zależy na tym, by ich pacjenci wyzdrowieli.
Dlaczego ta dygresja medyczna? Podobnie jest z zawodem nauczyciela – diagnoza, recepta i do domu (plus taki, że w tym wypadku leku nie przedawkujemy).  Moim problemem jest to, że bardzo, ale to bardzo zależy mi na tym, żeby moi pacjenci się „wyleczyli” (czytaj: nauczyli). Kiedy widzę, że ta nauka przynosi jakieś wymierne efekty, moja motywacja do pracy wzrasta wprost proporcjonalnie. Analogicznie, kiedy z jakichś powodów nauka nie idzie tak, jakbym sobie tego życzyła odczuwam wręcz ból fizyczny 🙂
Dlaczego o tym piszę? Dzisiaj dostałam maila od byłej uczennicy, która aktualnie jest na praktyce w Szwajcarii. Ola była przykładem ucznia wręcz idealnego – zawsze przygotowana i gotowa do zajęć.  Ta jej obowiązkowość zaowocowała niezwykłą przygodą, w której język angielski odegrał niebagatelną rolę. Chciałam tu urywek zacytować (mam nadzieję, że Ola nie będzie mieć nic przeciw), by dodać motywacji tym, którzy tak naprawdę nie wiedzą po co się uczą. Kto nie chciałby przeżyć czegoś takiego?

„Pobyt tutaj jest tak super ekstra wspaniały, że w ogóle nie mam ochoty wracać. Mieszkamy cała grupą w jednym hotelu i praktycznie wszystko robimy razem. Jest nas 37 osób z 22 krajów. Często jak ktoś ugotuje coś charakterystycznego dla swojego kraju, to potem wszyscy są zaproszeni na spróbowanie.  Przy hinduskich daniach trzeba bardzo uważać, bo poziom ostrości jest zjadliwy tylko dla ich rasy 🙂 Każdy hindus przywiózł ze sobą osobną walizkę z jedzeniem, tak że byliby w stanie przetrwać miesiąc bez chodzenia do sklepu. Ilości przypraw, które mają można mierzyć w kilogramach. Bardzo fajne jest to, że każdy jest bardzo ciekawy innej kultury i można się  dowiedzieć różnych ciekawych rzeczy o innych krajach. Wszyscy zgodnie stwierdzamy, że największa zaletą naszej praktyki jest możliwość poznania tylu ludzi.

W pokoju w pracy siedzę z Grekiem i Hiszpanką, a opiekunowie mojego projektu są Brytyjczykami. Nad projektem pracuje z Algierczykiem, Chińczykiem i Libańczykiem. Na początku ciężko było mi zrozumieć Hindusów kiedy mówią po angielsku, bo mają bardzo śpiewny akcent. Ale po paru rozmowach nie mam już problemu. Śmieszna rzecz, bo nie mam problemu z rozmowami technicznymi, a częściej brakuje mi jakiegoś słówka w zwykłej konwersacji. Ale angielski bardzo się przydaje :)”

Zdjęcie: Chamonix – Mont Blanc – autorstwa Oli.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.